62. Regaty GWG – relacja z pokładu „Alkione” – Bartosz Zakrzewski

Krzysiu dzięki za gratulacje,Wypada coś subiektywnie napisać. Alkione spisała się znakomicie, sternik poprawnie a załoga starała się jak mogła (dzięki Stryjek). Ale od początku.
Po przygotowaniach w piątek wieczorem Wydawało się, że wszystko jest gotowe. Mimo to jakoś nie udało mi się porządnie wyspać przed regatami i to okazało się największym utrapieniem w trakcie regat, nie zmienne, wiatry, nie rozhuśtane morze nic z tych rzeczy. Po prostu senność i zmęczenie po tygodniu pracy najbardziej doskwierała podczas regat. Start niestety nie był najlepszy. Jadąc idealnie w czasie na linie startu celując przy statku komisji od zawietrznej wjechał w grupę żeglujących na start jachtów sy Marco Polo i wykonał „szalonego Iwana” doprowadzając niemal do kolizji kilku jachtów po czym pojechał na start a mniejsze jednostki w tym i my by unikając kolizji ostro przeostrzyły tracąc prędkość i szanse na dobry start. Ale cóż, nie można poddawać się już na starcie.

.Do rozprowadzającej szału nie było. Szło tak sobie i po boi rozprowadzającej ustawiliśmy się w kolejeczce do Helu. A w kolejeczce tak to bywa, że niektórzy przepychają się do przodu. My chyba na kartę kombatanta próbowaliśmy przesunąć się o parę oczek do przodu a po zapadnięciu zmroku z partyzanta udało się przeskoczyć kilka jachtów. Docinka do półwyspu miała wyjść tak by jednym halsem płynąć do WLA. Tak też się stało ale przycięliśmy za blisko brzegu co niemal skończyło się lądowaniem na plaży. Ostre piłowanie pod wiatr by wygrzebać się z między rew spowodowało dużą stratę i „brązowe gacie” gdy na rewie od nawietrznej załamała się fala a na echosondzie wskoczyła 1,7m (Alkione ma 1.56m zanurzenia). Po opanowaniu herc-klekotu i ucieczce z plaży już rozważniej żeglowaliśmy do boi WŁA. Fajnie było obserwować jak poszczególne jachty to przesuwają się do przodu to tracą dystans, każdy szukał prędkości w tych zmiennych warunkach. Moim prywatnym celem było wygrać z Arietisem i Double Scotch-em moimi rywalami w Bitwie o Gotland. Na boi zwrotnej udało się być przed oboma rywalami. Jednak na odcinku WŁA – HEL Arietis mnie wyprzedził. Tu senność wygrała i kolega sterując na tym odcinku nie utrzymał przewagi nad Arietisem. Na zakręcie przy końcu cypla udało mi się odrobić stratę a po wjeździe na zatokę i postawieniu spinakera znacznie ją powiększyć. Potem to już tylko uważne prowadzenia spina i już przed metą odkrętka – spin dół i slalom między stojącymi na kotwicach statkami. Na mecie już tylko radość z sukcesu – byłem przed „moimi” rywalami i zasłużone śniadanko w drodze do Gdańska Górek Zachodnich do najlepszej przystani nad Zatoką Gdańską. Podsumowując bardzo udana impreza, którą można sobie przeanalizować dzięki trackingowi. Wynik daje szansę na poprawę tylko trzeba się wyspać.

Dzięki organizatorom że im się chce robić tą imprezę!

pl_PLPolski