62. Regaty GWG – relacja z pokładu „Hultaja” – Szymon Kuczyński

Zdj. Maciej Piasecki

Dziękujemy Maćku za zdjęcie. Potwierdza się teoria Tomka, że jak nie masz nowych, czarnych (regatowych) żagli to nie ma cię na fotach. A że wszystkie nasze żagle mają ponad 20 lat to nie wpadamy pod obiektywy. 😉

U nas jak zwykle było wszystko na wariata bo przyjechaliśmy z pracy dopiero po południu. A trzeba było jeszcze odgruzować łódkę bo trwa tam permanentny remont no i właściwie to na niej mieszkamy. Wynieść trzeba było półtora auta szpejów. Jak zwykle nie zdążyłem niczego sensownego zjeść przed startem.
Dla większości naszej załogi nocne, morskie żeglowanie było nowym przeżyciem.
Start był bardzo dobry. Aleks który sterował pięknie zamknął przy statku KR dwa większe szybsze jachty.
Prędkość nie najgorsza o pozycja na boi rozprowadzającej raczej z przodu niż z tylu. Dopiero na odcinku od boi do Helu wyprzedziła nas większość dłuższych, szybszych jachtów.
Prognoza pogody była rewelacyjna. Miało być prawie bezchmurnie z lekkim wiatrem. I tak było. W tych regatach można startować dla samych widoków. 🙂

Przy Helu zdecydowaliśmy się pójść bardziej w prawo przed zwrotem na prawy hals. I była to bardzo dobra decyzja. Dzięki temu wyprzedziliśmy pod wiatr dwa szybsze jachty idące po zawietrznej blisko brzegu. Odseparowaliśmy się od grupki pościgowej za naszą rufą.
Do boi WŁA było super. Do Happy Hour (aktualny MP) nie mieliśmy dużej straty a to sporo szybsza łódka.
Na powrocie zrobiło się trudniej. Wiatr był bardzo nierówny. Zarówno co do kierunku jak i siły. Oscylował po nawet 50 stopni w okolicach pełnego bajdewindu-półwiatru. Początkowo jechaliśmy na spinakerze symetrycznym, później genua i spin asymetryczny. To nie jest prosty w obsłudze genaker tylko trzeba go stawiać na spinbomie jak zwykły symetryczny. Później znowu genua, asymetryk itd. Co chwilę wpadaliśmy w dziury wiatrowe i widzieliśmy ze pogoń zaczyna się zbliżać. Szczególnie Hedaa pod genakerem odrobiła prawie 2 mile. W końcu decyzja że na maszt idzie spin symetryczny. I wtedy wiatr stężał i pozornie wyostrzył. Zaczeła się szybka jazda blisko zawietrznego brzegu ale zaczęliśmy odchodzić od jachtów z tylu.
W końcu zatoka i kurs praktycznie fordewindowy. I niespodzianka. Prawie doszliśmy Hadara, Scampa i Zoltara. Przed meta zrobił się bajdewind wiec zmiana spina na genue i przed świtem meta.
Łódka spisała się ponownie na medal podobnie jak załoga.
Był pewien umowny podział obowiązków, ale w praktyce tak jak bywa w tego typie wyścigów sterował i trymował każdy. To typ łódki na której nie wozi się pasywnych załogantów i absolutnie każdy i w każdym momencie wpływa na wynik. W praktyce nawet przy banalnym zwrocie przez sztag każdy z załogi zajmuje się jakąś liną.
Hultaj był najmniejsza łódką w naszej grupie ORC B i teoretycznie 3 najwolniejszą z 10. W praktyce na mecie były przed nami 2 jachty naszej grupy.
Sędziowie dobrze nas policzyli i skończyliśmy wyścig nie tylko na drugim miejscu w grupie ORC B (10 jachtow) ale też na drugim wśród wszystkich 28 jachtow ORC. Mega szczęście. 🙂

Dziękujemy za rywalizację i Tomkowi, Maćkowi za organizację tego wyścigu.

pl_PLPolski