2020 – „Orionem” na bałtycki wschód

Mapy zostały przygotowane jeszcze w styczniu…
Z każdym dniem rosły obawy, że wcale nie będą przydatne. Zakaz wjazdu do Rosji z powodu pandemii pokrzyżował plany załogi Oriona; podejście do Sankt Petersburga zostało… w boksie.
Ale Zatoka Fińska, Zatoka Ryska, Bałtyk wschodni – fińskie i łotewskie wybrzeże były otwarte dla turystów, więc… skoro jacht sklarowany, załoga gotowa – wypływamy!

11 lipca 2020
Na kei przyjaciele: Jola Wilczyńska, Romek Sypniewski z żoną przyszli życzyć powodzenia, tradycyjnie pomóc ,oddać cumy’ przed dalekim rejsem.
Na pokładzie działają pod dowództwem Zbigniewa Witbrota: Leszek Markiewicz, Daniel Dębiński, Andrzej Warmiński, Renata Loska.
Grot w górę, kliwer w górę i… płyniemy! Na zatoce pogoda idealna na start – słoneczko, lekka bryza W4-5.
Na początek ostry bajdewind, dwumetrowa fala wchodzi na pokład, trzeba szybko się zadomowić na jachcie, oswoić z kaprysami morza. Kary zastąpi kliwra.

Nad ranem 14 lipca na horyzoncie pojawia się ląd – wybrzeże łotewskie.

W nocy wiatr osłabł, kliwer w górę… To nie regaty, ale warto przyspieszyć: podejście do Liepai rośnie w oczach.
Ale tutejszej bazy okrętów podwodnych zdecydowanie nie będziemy odwiedzać.

1200 – cumowanie w marinie jachtowej; idealna pora na obiad: golonka? Bardzo proszę.

Popołudniowy spacer po mieście – byliśmy na… miejskim stadionie – czyżby to zaprawa sportowa przed kolejnymi wędrówkami?
Spacerek do „dzielnicy” KAROSTA – 12km w obie strony – warto było! Cerkiew św. Mikołaja pięknie odnowiona; wyposażenie wnętrza wzbogaciła kolekcja ikon, elewacje jeszcze wymagają renowacji, ale konserwatorzy działają dalej. Cerkiewne zwieńczenia – złocone cebule olśniewają swoim blaskiem! Głębokie dźwięki karlionów dopełniają całości.

(Cerkiew zwiedzaliśmy w 2018 roku; powoli usuwano ślady komunistycznego panowania – zbezczeszczenia – świątynia była najpierw stajnią, później salą balową dla oficerów radzieckiej floty łodzi podwodnych).

16.07
Wypływamy z Liepai; szkoda, że sflauciło.
Na pocieszenie, pożegnanie – długo błyskają widoczne znad klonowej alei cerkiewne kopuły – „nabieżniki”: warto płynąć na północ i… w słońcu!
Jakby na przekór powiedzeniu, że Liepaja to, tam, gdzie zawsze wieje – wiatru 0.
Zostaje… siła woli czyli prądy unoszące wzdłuż łotewskiego brzegu albo warkot silnika?

17.07
Cierpliwość nagrodzona: kolejny dzień kilka godzin żeglarskiej pogody: NW 6.
Prędkość regatowa: knotów 7-8. A wieczorem na kontrkursie jacht pod spinakerem.
Ale na trawersie Venspils znowu wieje… „z góry na dół”. Wiatr 0, prędkość 0.
Niestety konieczne jest uruchomienie silnika i podwachtowym zamiast usypiającego zamiast szumu fal towarzyszą odgłosy silnika; rezultat – koszmary senne o „warczącej fabryce”.
Od rana niestety bez zmian, 2 knoty prędkości… Nawet wymiana grota niewiele dała.
Dla urozmaicenia, poprawy humorów dogadzamy sobie – na równej stępce apetyt dopisuje!

I wreszcie: cypel Kolka.

Opłaciło się zmienić grota ? Wreszcie wiatr 4-5 SE – ale… chwilowo.
Szkoła cierpliwości – wolno, ale wytrwale płyniemy w stronę Rygi.
Od 2000-2400 dryfowanie i liczenie każdego ‘oddechu’ albo raczej ‘westchnienia’ genuy: ,dużej Gieni’. Wachta czuwa, a „Załoga ma się… wyspać”.

Nie zawsze było tak spokojnie – podczas rejsu w 2018 u wejścia do zatoki trafiła się solidna burza: ściana wody z gradobiciem. Nic tylko szykować drinki – lodowy opad wielkości orzechów włoskich.

Ale w sobotę płyniemy na silniku wiatr SE1; 19 lipca mijamy główki podejściowe u ujścia Dźwiny.

19.07 Cumowanie w Rydze – 1200; w marinie Arjosta nie ma tłoku; przy pomostach kilka jachtów. Za to w knajpce na przystani zaopatrzonej głównie w trunki – nie tylko turyści z wycieczkowca przyszli uraczyć się tutejszymi specjałami. A tuż nad wodą z gigantycznych głośników donośne dudnienie imitujące… muzykę? Do tego prawdziwe, upalne lato! Prawie jak na Karaibach… Prawie…

Po pokładem Oriona jest cień i trochę mniej jazgotu, ale trudno odpocząć, rozmawiać; wyruszamy na stare miasto.

Co warto zobaczyć? Obowiązkowo Dom z kotem (symbol Rygi), katedrę luterańska, Dom Czarnogłowych. Urok zabytkowych kamieniczek konkuruje z ochłodą w parku nad kanałem… i Orionem w marinie ARJOSTA. Na szczęście o 2200 głośniki milkną.

20.07
W kolejnym dniu wybraliśmy się na dłuższą wycieczkę – przez most wantowy na lewy brzeg Dźwiny. Na przedmieściach stolicy historia zderza się z nowoczesnością.
Cerkiew Trójcy Św. – dawniej otoczona ziemskimi posiadłościami; dziś w cieniu potężnych biurowców.
W rozległym parku – obok pomnika bohaterów wojny – architektura XXI wieku; imponujący gmach Biblioteki Narodowej świadczy o rozmachu nowoczesnej republiki.

21.07
Opłaciło się wczesne wypłynięcie z Rygi (0800) – fantastyczna jazda, bo nareszcie solidny bejdewind: 24knotów N; fala też urosła: 2m i bryzgi sięgają kokpitu. Trudno sternikowi wypić kawę. Ale na pytanie:
– Jak jest? – szybka odpowiedź: – Fajnie!

Po halsówce – mamy baksztag – 5-6 knotów, jeszcze przed świtem wjeżdżamy do Parnu.
0440 – cumowanie.

22.07
Czy warto tu przypłynąć? Owszem; miło zatrzymać się w zadbanej marinie i przyjaznym klubie żeglarskim. Pomnik kapitana Morgana przed siedzibą klubu przypomina dzieje lokalnego bohatera. Świadczy o morskich tradycjach dawnej Parnawy.

A czym może poszczycić się Parnu?
Miasto założone przez zakon krzyżacki należało w XVI w do….. Rzeczypospolitej, ale trudno o ślady panowania zarówno polskiego, jak szwedzkiego. Cerkiew św. Katarzyny to pozostałość 200- letniego zaboru przez Rosję carską. Ostatnie stulecie to działania władzy radzieckiej – stare miasto zostało niemal w całości zostało zniszczone.
W centrum miasta obok kilku ocalałych, szacownych kamienic oraz siedziby władz miasta – w zgrabnych, skromnych domkach mieszczą się sklepiki z pamiątkami i restauracje.
Wokół handlowych uliczek w rozległych i ładnie utrzymanych parkach mogliby odetchnąć: mieszkańcy i kuracjusze. Od XIX w Parnu to także uzdrowisko – do dziś oferuje min. kąpiele borowinowe Ale niewielu turystów przemierza uliczki nadmorskiej miejscowości wypoczynkowej – skutek pandemii.
W czasach Związku Radzieckiego Parnu było kurortem dla grup uprzywilejowanych. I utrzymało ten status: po odzyskaniu niepodległości przez Estonię Parnu ogłoszono w 1996 roku letnią stolicą Estonii.
Jedną z atrakcji turystycznych jest największy nadbałtycki park wodny oddany w 2004. W 2020 – zamknięty.

Dla wzmocnienia kondycji przyda się spacerek: po mieście, nadmorską promenadą, po rozległych parkach i… kapitański ‘Liczy- krok’ – pokazał 9km.
Chyba zasłużyliśmy na w nagrodę: naleśniki z serem i cynamonem!

23.07
W oczekiwaniu na ‘okno pogodowe’ kolejny dzień spędziliśmy w Parnu.
Warto było przespacerować się na plażę i zobaczyć surferów i kajciarzy w akcji; dla nich warunki wiatrowe były idealne.

Za otaczającymi plażę szuwarami – potężne hotele – i dawne pensjonaty oddzielone od miasta rozległym parkiem; w przeciwieństwie do polskich miejscowości nadmorskich Parnu wydaje się opustoszałe. Ale cała Estonia w porównaniu z Polską nie tylko w czasie pandemii jest ‘bezludna’.

Nieobecność ludzi wykorzystują zwierzęta; położone nad ujściem rzeki o tej samej nazwie Parnu jest ostoją ptaków. Rozległe tereny bagienne na zalewowych obrzeżach miasta to ich miejsca lęgowe.

Do obserwacji ornitologicznych zbudowano wieżę; z ‘ptasiej wieży’ zamiast ptaków podziwialiśmy śmigających na zatoce kajciarzy – i podrywane wiatrem grzywacze fal. Potwierdzają się prognozy i słuszność decyzji o przedłużeniu postoju w Parnu.

25.07
O 1000 pora wypłynąć – i ładna jazda bejdewindem. Ostre halsowanie nie przyspiesza wyjścia z zatoki, ale systematycznie oddalamy się od Parnu.
Wiatru na nocne wachty już nie wystarczyło: flauta i prędkość 2 knoty.

26.07
Wiatru zero; prądy pchają wokół Kichnu, między Muhu i Vorms. I dalej wzdłuż estońskiego wybrzeża. Obudził się wiatr, ładna jazda: grot + kliwer = 7 knotów!

27.07
Nad ranem wpływamy do Zatoki Tallina; cumujemy w Pirycie, w basenie olimpijskim.
Marina powstała na potrzeby olimpiady w Moskwie w 1980; do centrum wiedzie świetnie zagospodarowany bulwar; do starówki niestety 8km. Wzgórze zamkowe to dowód świetności i bogatej historii Rewala – i Duńskiego Miasta –Tallina. Uroki średniowiecznego miasta: mury obronne, klasztory, kościoły. „Pamiątka” po rosyjskim zaborze to sobór św. Aleksandra Newskiego – szczęśliwie nie został zburzony po odzyskaniu niepodległości; a sąsiaduje z… parlamentem. Z danych murów obronnych na wzgórzu zamkowym Toompea można podziwiać rozległą panoramę miasta i zatoki. Na starówce – jak w Rydze i Parnu – turystów było niewielu. Na przystani promów też martwy sezon; ogromne wycieczkowce odwiedzające zabytkowe miasto to rzadkość.

28.07
Pogoda… jest zawsze; od rana ‘kapie z dachu’ czyli kraina deszczowców…
Koja-kambuz-kawa; kokpit? -koja-kambuz-kawa; kokpit? -koja…
Chwilowo przestało padać – ruszamy! Przez las w stronę wieży telewizyjnej.
Droga wiedzie w górę przez las – w lesie wkomponowany cmentarz. Przy bramie – w automacie można kupić… znicze.

Niewielkie, nowoczesne osiedle mieszkaniowe wyrosło w pobliżu strzelającej w niebo wieży telewizyjnej – na betonowym słupie (190m) 124m stalowej anteny. Razem 314m. Na taras widokowy można wjechać windą; odliczanie poziomów niczym w rakiecie kosmicznej. Z wysokości 170m i perspektywy ‘lotniczej’ można dostrzec min. Finlandię – ale nie tym razem; niebo zachmurzone.

Pod wieżą plac zabaw nawiązujący do tematyki kosmicznej; pomysłowa wspinaczkowa kopuła dla dzieci i we wnętrzu – ‘planetarium’ z… ławeczkami.

Powrót doliną rzeczki Piryty to kolejna atrakcja – urokliwe zakola otoczone cienistym lasem, potężne sosny, buki, dęby strzegą dostępu do stromych brzegów; zadbane droga i mosty dla pieszych i rowerzystów.

Kapitańskie ‘Liczy-kroki’ wskazują 12km – to już chyba wystarczy na dzisiaj? Relaks kojowy? Ale dopiero po uroczystej kolacji – to chyba ostatni w tym rejsie port przed Gdynią.

29.07.20
Kolejny dzień niestety trzeba było przeczekać w porcie; rozsądniej niż halsować pod silny zachodni wiatr. DMIE!!! Zgodnie z prognozami warunki poprawiły się wieczorem, więc jeszcze ostatnie zakupy -bombonierki z Tallina i…

2200 – wyjście? Warto sprawdzić światła – i niespodzianka; niestety nie świeci lampa dziobowa. Usunięcie awarii wymaga tylko naprawy oprawki.
Płyniemy!!! Spokojny bejdewind na początek.

30 07
Dziobanie – w stronę wyspy HIUMA. Wreszcie przychodzi zmiana wiatru: S i SE i… Jest baksztag! Ale jak wiatr wieje, bo jak nie… W nocy znowu warczy silnik, pełny relaks dla żagli, wątpliwy dla załogi.

31.07
A od rana – żagle do pracy! Grot i genua w górę! 20 godzin baksztagu = 7-8 knotów cały dzień!
Super jazda! Odkrętka do N, grot zarefowany, wieje do 20, rośnie fala i… lecimy dalej.
Rekord wachty – 29mil w 4godziny, ‘błyskawicznie’ mijamy Hiumę i Saremę.
Koniec spokojnej kołysanki – kolejna (dziewiąta?) fala wpada do kokpitu i… po herbacie!

Ale warto odnotować w orionowskich kronikach: ponad 161 mil w dwudziestoczterogodzinnym baksztagowym przelocie. Brawo, grot + gienia II!

1.08. Front przeszedł, wiatr osłabł; psia wachta może spokojnie żeglować, podziwiać mleczną drogę, spadające gwiazdy i… wschód słońca. Od 0400 – zasłużony relaks w koi.

Kolejny dzień słoneczko, ładna jazda – na pokładzie robi się plażowo; czas na poobiednią sjestę. Ale wiatr też odpoczywa. Konieczne rozrefowanie grota; już tylko 4-5 węzłów.

Nic dziwnego, do Helu tylko 100 mil, nieśpieszno Orionowi do Gdyni… to nie regaty. W nocy… niestety już tylko silnik, wiatru zero.

2.08
Żagle zastąpią diesla dopiero rano przed Helem – na koniec rejsu ładna jazda bejdewindem pod GS… Wracamy do Gdyni jak z weekendowego pływania.
Wyokrętowanie 0940. O co najmniej tydzień za wcześnie…

Link do filmików rejsu:
https://youtube.com/playlist?list=PLZNz6-s2vMtEGG5E5JbDyWHC6VKHpLbDK

en_GBEnglish (UK)