2021 – „Orion” w królestwie duńskim

Gdynia 4 lipca 2021

Zaokrętowano:
Zbigniew Witbrot, Leszek Markiewicz, Renata Loska, Waldemar Sypniewski, Stanisław Górczak.

Jacht sklarowany, przyjaciele w gotowości do pomocy w… oddawaniu cum.
Punktualnie o 1200 – wypłynięcie; ładny NW i szybko za rufą zostaje Sea Towers.
Staszek zmartwiony – może głodny? Na szczęście Leszek wkracza do akcji – pora na obiad, potem deser – i humory znowu dopisują.
Zwłaszcza że po halsówce wreszcie mijamy cypel helski, i… kurs na zachód.

5 lipca poniedziałek

Żeglarstwo to sport dla cierpliwych, ale żeby nie było nudno – na zmianę: na przemian bajdewind, baksztag… Kolejna doba spokojnej żeglugi wzdłuż polskiego wybrzeża, niemal sielanka, ale na lądzie zbierają się konkretne burzowe chmury. Nam – nie grożą. Na trawersie pojawiają się kolejne latarnie morskie i… nad ranem przed wejściem do portu flaga Gdyni i klubowy wimpel wędruje pod saling (w morzu zdejmowane, ‘oszczędzane’ od wiatru).

6 lipca

0900 wejście Kołobrzeg
„Wszystkie barwy lipca znajdziesz w Kołobrzegu…” – a czego szukają ‘orionowcy’? Mariny.
Nowo wybudowana na miejscu dawnych solnych tężni, dobrze zagospodarowana i w pobliżu miasta – miejsce godne polecenia.

Spacer po mieście odkładamy na późne popołudnie – upał doskwiera.
Bulwary nad Parsętą i Muzeum Bursztynu – może zobaczymy następnym razem? Podobnie Muzeum Oręża Polskiego czy Skansen Morski. Gotycka bazylika mariacka i Baszta Lontowa to ciekawsze zabytki miasta.
Przynależność do Polski – bądź co bądź, Ziem Odzyskanych – maifestuje pomnik Józefa Piłsudskiego – z 1999r.

7 –8 lipca

1000 wypływamy z Kołobrzegu. Wiatr słabnie, więc niestety – na silniku, mijamy Rugię, wreszcie Arkona na trawersie.

9 lipca

Doczekaliśmy się – wieje świeży wiaterek NE 4, 5 ładna jazda! Orion wpływa między wyspy Langeland i Lolland – wchodzimy w Wielki Bełt.

10 lipca

Wiatru nie zabrakło na podejściu w Nyborgu: ostry bajdewind na zarefowanych żaglach i… o 0245 cumujemy przy kei przy apartamentach – tutejsza ‘strefa prestiżu? Jest prąd i woda na kei – ale toalet brak. Zaplecze dla żeglarzy – i jachtów – znajduje się przy Nyborg Roklub w sąsiednim basenie.

A co ciekawego w mieście?
Ślady dawnej świetności i znaczenia miasta na każdym kroku: pasaże, kamieniczki, dom szachulcowy, kościół NMP z XIX w, zabytkowy młyn na dawnej fosie, zamek.

Nyborg to do końca XV ważny o środek władzy w unii szwedzko- duńskiej; tu obradował duński parlament Danehof. O strategicznym znaczeniu – kontrola statków przepływających przez Wielki Bełt – przypominają bastiony na tyłach zamku – fortyfikacje z XVII i XVIII wieku. W 1867 roku forteca została opuszczona, a tereny sprzedano mieszkańcom. Zachowała się większość murów obronnych, a w otoczeniu dawnej fosy powstało osiedle mieszkaniowe i działki rekreacyjne.

Zamku nie szturmowaliśmy – ,nie do zdobycia’ z powodu… remontu.

11 lipca

0800

Rano wypływamy z Nyborg, by kontynuować przejście przez Wielki Bełt – czyli cieśninę długości 120 km między wyspą Fyn i Zelandią. W najwęższym miejscu cieśnina ma 11 km, średnia głębokość 12-58m.

Wiatru brak. Płynąc na silniku podziwiamy Storebełtbroen – most łączący wyspę Fyn z Zelandią.

Składa się z trzech mostów: para zachodnich – drogowy i kolejowy i wschodni – wiszący drogowy (między Zeladnią i Sprogo); linia kolejowa biegnie tunelem wzdłuż mostu.
Długość całej przeprawy wynosi około 17 km.
Wschodnia część mostu jest najdłuższym wiszącym mostem w Europie i trzecim na świecie.
Konstrukcja zawieszona na pylonach o wysokości 254 m, prześwit maksymalny to 65 m.
Przejazd przez most jest płatny – pod mostem – za darmo. Niestety płyniemy dalej na… silniku.

Dopiero po południu podwiewa N3-4 i grot z genuą dają marszową prędkość.
Cypel Zelandii z latarnią Rosneas na trawersie i o 1843 z Wielkiego Bełtu wpływamy na Kattegat.

12 lipca

Mija spokojna noc pod żaglami; nad ranem na horyzoncie pojawia się wyspa Anholt.

Maleńka wyspa – zaledwie 21,5 km kwadratowych. Liczba stałych mieszkańców nie przekracza 500. Można tu dostać się jachtem albo promem. Okupowana już nie przez wojska brytyjskie, ale… turystów. Znana jako ,ptasia wyspa’ -ze względu na kształt i różne liczne gatunki ptaków gnieżdżących się na niej.

O 0900 wpływamy do Anholt.

Sporo jachtów wychodzi w morze – więc powinno się znaleźć miejsce dla Oriona. Kilka jachtów cumuje na kotwicowisku, bo… spora marina wypełniona po brzegi, bosman pilnujący porządku na …skuterze – wskazuje miejsce do cumowania.

Wyspa to świetne miejsce do rodzinnego letniego wypoczynku – czyste i długie plaże, w pobliżu las; praktycznie brak ruchu samochodowego, handlowych pasaży, przy marinie działają dwie restauracje, sklepik z pamiątkami i.. koniec cywilizacji. Mimo sporej liczby turystów nie ma tłoku, zgiełku, ale prysznic z gorąca (limitowaną ) wodą – JEST!

Osobliwością wyspy jest pustynia powstała w wyniku erozji gleby po intensywnej wycince lasu – ale w upalny dzień zamiast wędrówki po piasku wybraliśmy kąpiel w morzu: idealnie chłodzi i odpręża.

13 lipca

Warto było ruszyć z o świcie – piękny baksztag jednym halsem 42 mil prosto do wejścia do Limfjordu! Potem – niestety już na silniku – 18 mil kręcenia ‘po nabieżnikach’ – w głąb lądu.

Po 12 godzinach żeglugi jeszcze tylko jedna zapora – most kolejowy i o 1720 wchodzimy do mariny w Aalborgu.
Aalborg zwiedzamy późnym wieczorem – bo… chłodniej.
Czwarte co do wielkości miasto królestwa Danii, drugie na Jutlandii to port, centrum handlowe i przemysłowe (produkcja cementu i stali). eksport zboża i ryb.

O historycznym znaczeniu Alborga świadczą: kościół katedra Budolfii- patron żeglarzy ( XI-XIIw) i przebudowany i zamek Alborg Slot, bogate kamienice mieszczańskie z XV i XVI. O pradziejach mieszkańców przypomina pomnik: Byk cymbryjski.

14 lipca

1145 – … ruszamy w Limfiord. Akwen idealny do turystyki wodnej – zwłaszcza przy słonecznej, ciepłej pogodzie. Początkowo na żaglach, potem niestety za słabo wieje na skuteczny napęd żaglowy.
10 godzin i po lewej burcie pojawia się znane z rejsu w 2019 Glyngore.
Tym razem cumujemy naprzeciwko – po północnej stronie fiordu na wyspie Mors.

2200 – wpływamy do Nykobing. W basenie brakuje pomostów, ale… marina przystosowana do ruchu turystycznego, przytulna, dopasowana do potrzeb rodzin żeglarskich wypoczywających na wodzie.
Miasteczko prowincjonalne, z ładnym parkiem i rynkiem. Skandynawska stylistyka i porządek mogą się podobać.

16 lipca

O 0745 wypływamy z Nykobing.
Zbliżając się do mostów, warto mieć pod salingiem szachownice – znak N. W Limfjordzie to informacja dla służb obsługujących most, że jednostka ma zamiar przejść pod mostem. I szybko reaguje – otwiera.
Jeszcze tylko dwa mosty do ‘pokonania’ – i widok holowników oznacza, że zbliżamy się do Thyboron: portu na zachodnim brzegu Danii.
Wyjście na głębokie, słone wody Morza Północnego – nareszcie! I całkowita zmiana: z cichego, spokojnego ’jeziora’ w głębokie fale gnane ostrym wiatrem. Ale zamiast terkotu silnika: przyjemna żegluga – NW 5-6 – szybka, równa jazda.

17-20 lipca

Nad ranem czeka nas czujne wejście po wąskim i ruchliwym torze wodnym między wyspę Fano i stały ląd -Jutlandię. W stronę największego duńskiego portu na Morzu Północnym — Esbjergu.
Widoczność dobra, więc spokojnie podpływamy pod basen jachtowy, ale niestety basen jest, ale pomostów brak; w basenie cumują duże jednostki.
Kierujemy się do drugiej mariny, na północ, niestety znacznie dalej od centrum miasta.
Z pokładu jachtu trudno dostrzec, że na osuszonych bagnach powstaje nowa przystań dla jachtów i żeglarzy.
Nowy basen jachtowy oddzielony jest od morza falochronem, wejście zabezpieczone śluzą.

O 1000 cumujemy w Esbjerg. Marina Anno Domini 2021 to pomosty i…plac budowy.

Przy pomostach (jest woda i prąd – opłaty poprzez stronę internetową) znajduje się sporo jednostek – głównie rezydentów oraz historyczny żaglowiec-muzeum Horns. Wielopiętrowy gmach centrum rekreacyjnego i przyszłej mariny nabiera kształtów, ale na potrzeby żeglarzy przygotowano tymczasowe zaplecze – dobrze wyposażony kontener z sanitariatami.
Z wieżyczki ‘widokowej‘ można zobaczyć postępujące prace budowlane i… ruch statków na torze wodnym – suną czujnie wzdłuż plaż i terenów zalewowych.

Nie zdążyliśmy wyruszyć do centrum miasta, gdy rozległo się pukanie w nadbudówkę i powitanie:
– Dzień dobry, Orion!

Przyszedł nasz ‘szósty załogant’ – Jan Łopion.
Janek pracuje na statku, który cumuje w Esbjerg. Od kilku dni bacznie wypatrywał Oriona i doczekał się. Jest!
Wspólny spacer odłożyliśmy na niedzielę – dzień wolny Janka, ale kawa powitalna była od razu.
W niedzielę z przewodnikiem – Jankiem zwiedzaliśmy miasto.
Okolice mariny czekają na zagospodarowanie. W bezpośrednim sąsiedztwie wybudowano hotel, z rozmachem zaprojektowane: infrastruktura sportowa i wypoczynkowa dopiero powstaje.
Idąc w kierunku centrum mijamy niewielkie baseny portowe oraz fabrykę mączki rybnej, osiedla mieszkaniowe.

Historia miasta przypomina dzieje Gdyni.

Do końca XIX wieku – nie było tu nic – mała osada. Utrata duńskich portów na Morzu Północnym na rzecz Rzeszy Niemieckiej wymusiła na Danii stworzenie nowego portu. Wybór padł na część wybrzeża osłoniętego od otwartego morza wyspą Fano.

Powstało Esbjerg – miasto i gmina w zachodniej Jutlandii, największy port duński na Morzu Północnym (24 km nabrzeża -większość na południe od centrum).

Miasto rozwija się dzięki przemysłowi maszynowemu, rybołówstwu (fabryka mączki i oleju rybnego).

W najstarszej, XIX-wiecznej części miasta znajdują się: pomnik króla Christiana IX, Sala Koncertowa i Muzeum Sztuki, wieża wodna Habnegade.
W pasażach między kamienicami kafejki i galerie artystyczne; wieczorem będzie tu gwarno…

Przystań promów i główne baseny portowe znajdują się na południu miasta. W Esbjerg łączą się rurociągi i gazociągi z duńskich platform wiertniczych.

Platformy oraz fermy wiatrowe na Morzu Północnym wymagają nadzoru i remontów: do takich zadań przystosowano specjalne statki. Między innymi HBC Supporter, na którym pracuje Janek Łopion. Kapitan statku zaprosił załogę Oriona na pokład i razem z polskimi marynarzami na duńskim statku świętowaliśmy urodziny Waldka Sypniewskiego. Przyjęcie niczym dla duńskiego króla i jego świty! Była okazja poznać zadania statku dedykowanego do napraw konstrukcji wiatraków oraz wspominać żeglarskie przygody – ludziom morza nie brak wspólnych tematów do rozmów.

Prognoza pogody sprawdzała się bardzo dokładnie – sztormowe wiatry S i SW nie słabły, więc postój w Esbjerg przedłużyliśmy o kolejną dobę. Za radą Janka odwiedziliśmy, położony na północ od centrum miasta, rozległy park oraz Muzeum Rybołówstwa i Żeglugi (w obiekcie mieści się m. in. hala sportowa, basen). W pobliżu Muzeum znajduje się kompleks leśny z oczkami wodnymi: idealny do spacerów, joggingu, ścieżka zdrowia dla tych, którzy wolą wypoczywać na świeżym powietrzu.

W sąsiedztwie mariny powstają kolejne obiekty turystyczne, hotele. Budowle rosną szybciej niż już zasadzone wokół drzewa. Projektanci- architekci krajobrazu pamiętali o zieleni.

Kamienny pomnik – ogromny jacht żaglowy z granitu widoczny także z toru wodnego – przypomina o morskich tradycjach miasta, podobnie jak odsłonięty w 1995 roku monument Człowiek nad brzegiem morza. Charakterystyczne 4 gigantyczne postacie zwrócone w kierunku morza to kompozycja Swena Wiga Hansena na plaży Sædding (odsłonięcie w 100-lecie nadania praw miejskich).

Pod pomnikiem tereny zalewowe opanowała dzika róża – jej płatki to idealny surowiec dla konfitury. Ale tu nie ma amatorów domowych wyrobów – w fazie wytwarzania, co innego jeśli chodzi o konsumpcję…

Pobyt w Esbjerg dobiega końca – sztorm minął, przygotowania do dalszej drogi… pożegnanie z Jankiem – do zobaczenia w Gdyni!

21 lipca

0700 wypływamy z Esbjerg. Orion rusza w zakola między wyspą Fano i Jutlandią.

Tuż za śluzą – po wyjściu z cichej mariny błyskawiczna akcja: grot w górę, bo… silnik zdechł! Żagiel pociągnął i… spokojnie, po torze wodnym wyszliśmy na szerokie wody Morza Północnego (początkowo w asyście SAR-u zaalarmowanego przez przepływający statek).

Żegluga była dosyć szybka -104 mile połówką NW – wzdłuż duńskiego – a potem niemieckiego wyspiarskiego wybrzeża i rankiem następnego dnia dopłynęliśmy do Helgolandu.

22 lipca

0600 wejście na Helgoland.

Nie każdy Hel to polski cypel… Na szerokim pasażu obleganym zwykle przez kuracjuszy – niewielki ruch turystyczny; w Niemczech obowiązują covidowe obostrzenia. Obowiązkowy błyskawiczny spacerek na klif i… szybkie wypłynięcie.

1400 wyjście z Helgoland

Słabe wiatry nie pomagały, dopiero zmiana siły wiatru na NE 4-5 – przyspieszyła wejście na Łabę. Mimo to oraz sprzyjających prądów pływowych – 44 mile zabrało nam 15 godzin.

23 lipca

Dopiero po północy doszliśmy do Brunsbuttel – wejście w śluzę 0310, cumowanie o 0340 i o 6 pobudka – ruszamy kanałem kilońskim do Bałtyku.

Monotonna żegluga, ale nie spokojna, gdy silnik – bez ostrzeżenia – traci obroty, a z naprzeciwka zbliża się… okręt wojenny. Ale płyniemy. Wreszcie 70 km kanału kilońskiego za nami; po 8 godzinach cumujemy w Rendsburgu.

24 lipca

Po śniadaniu – zamiast ruszyć na spacer – sprawdzenie stanu odstojników. Przypuszczenia słuszne – powód ‘dławienia’ silnika to ‘farfocle’ w paliwie.

Odstojniki zostały wyczyszczone, filtr paliwa wymieniony – będzie dobrze… Nareszcie pora na wycieczkę po mieście.

W Redsburgu Orion był już w 2015 roku – w rejsie do Bremerhaven. Sympatyczna przystań i miasteczko przy głównym trakcie lądowo-morskim – kanale kilońskim doskonale nadają się na wypoczynek przed skokiem przez Bałtyk.

Podziwiamy charakterystyczną architekturę XVIII-wiecznych kamieniczek wokół rynku, domy szachulcowe. Dominuje niemiecki porządek i typowa mieszczańska estetyka.

25 lipca

Jeszcze tylko wyszorować pokład i koniec postoju w Rednsburg – 1000 rano wychodzimy na kanał.

O 1600 śluza w Holtenau i… wyjście na zatokę Kilońską! Nareszcie pracują żagle, pięknie jedziemy: NEN, a prędkość ‘marszowa’ – 4-5 węzłów.

Zatoka Meklemburska okazała się łaskawa, obyło się bez refowania – raczej dobieramy żagli, bo wiatr słabnie. Niestety nie pomogła zmiana genuy na dużą – wiatru brak. Bierzemy kurs na Ystad.

27 lipca

Silnik znowu się nie popisał, na podejściu w ciasnej marinie nie ma miejsca na żaglowe manewry, i zgasł tuż za ostatnim zakrętem. Szczęśliwie pomost tuż za falochronem był wolny…

Hamowanie przy użyciu bosaka i na cumach okazało się skuteczne; stoimy! Gorzej, że powód silnikowej ‘czkawki’ – nieznany. Po wnikliwym śledztwie główny podejrzany okazał się winny – to uszkodzony przewód paliwowy powodował zapowietrzanie silnika. Po wymianie przewodu na nowy – silnik ‘jak nowy’.

Kurs na Ystad był dobrą decyzją: miasto warte jest obejrzenia: nie tylko zabytkowe centrum z gotyckim kościołem mariackim. Atrakcji jest więcej. Ale na dokładne zwiedzanie nie pozwala prognoza pogody – lepiej będzie zdążyć do Gdyni przed zapowiadanym sztormem, więc o 1500 ruszamy dalej.

Z prędkością regatową, bo kurs baksztagowy utrzymuje się do aż do Zatoki Gdańskiej: średnia prędkość 5,7 węzłów, na dystansie 232 mil. Ale jazda wymaga czujności: wieje mocno, nawet bardzo. Ominęliśmy przewidywany sztorm na wschód od Bornholmu, kierując się w stronę polskiego brzegu. Na wysokości Łeby na horyzoncie przesunęła się trąba powietrzna; minęliśmy ją szerokim łukiem.

Poranne wejście na Zatokę Gdańską to ostatni w rejsie bajdewind. Ostatnie godziny rejsu to fantastyczna jazda do Gdyni. Pod pokładem zmęczenie… I żal, że kończy się rejs, ale dopóki wiatr w żaglach – na pokładzie zabawa trwa! Jeszcze powieje nieraz…

Statystyka rejsu:

Lp.Port i data wyjściaPort i data przyjściaPrzebyte mile morskieLiczba dni i godzinŚrednia prędkość (kn)
14.07 Gdynia6.07 Kołobrzeg1711 dzień 21,5 h3,75
27.07. Kołobrzeg10.07 Nyborg2392 dni 16,6h3,69
311.07 Nyborg12.07 Anholt10024h4,16
413.07 Anholt13.07 Aalborg6012,3h4,8
514.07 Aalborg14.07 Nykobing Mors4210,25h4,1
616.07 Nykobing Mors17.07 Esbjerg1351 dzień 2h5,1
721.07 Esbjerg22.07 Helgoland10421,64,7
822.07 Helgoland23.07 Brunsbuttel4415,3h2,9
923.07 Brunsbuttel23.07 Rendsburg358,75h4
1025.07 Rendsburg28.07 Istad2232 dni 21,25h3,2
1128.07 Istad30.07 Gdynia2321 dzień 16,5h5,7
Rejs trwał 27 dniŁącznie przebyto1385337h pływaniaŚrednia 4,1

Link do filmików rejsu:
https://youtube.com/playlist?list=PLZNz6-s2vMtEGG5E5JbDyWHC6VKHpLbDK

pl_PLPolski